|
Wiosną
1992 roku
dostałam wreszcie zgodę od rodziców na zakup własnego psa.
Od dzieciństwa zauroczona książkami Londona i Curwooda, od razu
zaczęłam szukać hodowli huskich. W Katowickim Związku Kynologicznym
była zarejestrowana jedna taka hodowla. Zadzwoniłam tam i okazało się,
że aktualnie są szczenięta na sprzedaż. Umówiłam się na
spotkanie w niedzielę ale hodowca prosił żeby przyjechać wieczorem bo
rano będzie na wystawie w Chorzowie. Postanowiłam, że nie będę czekać
do wieczora i pojechałam na wystawę. Po dotarciu na miejsce i
zaparkowaniu samochodu zmierzałam w kierunku wejścia i wtedy GO
zobaczyłam! To był najpiękniejszy pies jakiego dotąd widziałam! Jak we
śnie podążyłam za psem nie mogąc oderwać od niego oczu. Dopadłam go tuż
przy wejściu i zasypałam właściciela pytaniami. Jakież było moje
zdziwienie gdy okazało się, że to nie żaden huski tylko alaskan
malamute. Jego pan wyjaśnił różnice (fizyczne) pomiędzy tymi
dwoma rasami i żeby się o tym przekonać niechętnie opuściłam to
prawdziwe malamucie cudo i udałam się na poszukiwania huskiego.
Porównałam obie rasy i już wiedziałam, że mój
wyśniony pies to malamut. Oczywiście do hodowli huskich już nie
pojechałam.
7 czerwca 1992 roku zostałam szczęśliwą właścicielką pięknego psa rasy
alaskan malamute! Moim wymarzonym psem został FAIRBANK'S KOYKUK
"MANITOBA". Urodził się w Czechach. Jego hodowca powierzył znalezienie
mu nowego domu swoim polskim znajomym, których poznałam na
wystawie w Bytomiu i tym sposobem 10 mies. Koykuk trafił do mnie.
Niestety szczęście nie trwało długo. Kupując psa tak naprawdę nie
wiedziałam nic o tej rasie i moje rozczarowanie było ogromne. Nie tak
wyobrażałam sobie mojego psa. Przede wszystkim miał być tylko
mój, spać na dywaniku koło mojego łóżka i obronić
mnie w razie potrzeby, a tymczasem prawda okazała się zupełnie inna.
Koykuk radośnie witał każdego napotkanego człowieka, wył kiedy zostawał
sam, kopał dziury w ogródku i był nieposłuszny, a o spaniu
ze mną nie było mowy - uciekał do piwnicy gdzie było chłodno albo spał
na zimnych, marmurowych schodach w korytarzu. Od dzieciństwa utrwalał
się w mojej wyobraźni obraz idealnego psa i kiedy malamute wyglądem
dopasował się do tego ideału to okazało się, że jego charakter zupełnie
mi nie odpowiada. Byłam zrozpaczona. Po wielu miesiącach
prób "dotarcia się" zapadła decyzja o sprzedaniu psa. I
wtedy właśnie dostałam pierwsze zaproszenie na Wyścigi Psich
Zaprzęgów w Starej Miłosnej k. Warszawy. Pomyślałam, że tam
na pewno znajdę odpowiedniego właściciela dla malamuta. Zgłosiłam się na
zawody i pojechaliśmy. Na tych zawodach zobaczyłam i zrozumiałam bardzo
wiele. Przede wszystkim zaskoczyła mnie cudowna atmosfera, tak
różna od tej, którą znałam z "końskiego świata".
Ludzie byli niesamowicie mili, chętni do pomocy, udzielania rad. No i
oczywiście psy - wszystkie były serdeczne w stosunku do ludzi,
wszystkie wyły i kopały ogromnych rozmiarów dziury a
największą radość sprawiało im bieganie! Kiedy obserwowałam Koykuka jak
rwie się do biegu na starcie, zrozumiałam wreszcie do czego jest
stworzony. Kiedy następnego dnia o 6 rano obudziło mnie wycie
psów upiętych na stake-oucie pod oknem mojego pokoju, miałam
wrażenie, że przeniosłam się w czasie. I już wiedziałam,byłam pewna że nigdy
tego psa nikomu nie ddam. Uświadomiłam sobie, że z malamuta nie zrobię owczarka
niemieckiego i że muszę i chcę go zaakceptować takim jakim jest. Moje
podejście do Koykuka zmieniło się radykalnie. Już nie przeszkadzało mi,
że wszyscy go dotykają - nawet mi się to spodobało, zaczęłam go
zabierać ze sobą na konne i rowerowe przejażdżki aby pies
mógł się wybiegać i problemy skończyły się. Kiedy
zrozumiałam jego malamuci charakter dostrzegłam w nim wiele zalet.
Koykuk był cudownym psem. Nie był agresywny w stosunku do innych
psów, małe traktował jak powietrze a dużego nigdy nie
zaatakował pierwszy. Był strasznym pieszczochem, uwielbiał się bawić,
jedyną rzeczą której nie cierpiał była wanna. Gdy nadchodził
czas kąpieli potrafił wcisnąć się w zadziwiająco ciasne miejsce np. pod
łóżko. Z wystaw przywoziliśmy prawie same złote medale.
Kiedy podpatrując innych wystawców nauczyłam się odpowiednio
prezentować psa wygraliśmy nawet grupę! Normą były zwycięstwa wystawy i
Rasy. Bardzo szybko Koykuk otrzymał tytuł Championa Polski. Oczywiście
nie zapomnieliśmy o Wyścigach na które jeździliśmy w miarę
możliwości. Na początku mój przyszły mąż startował z
Koykukiem w klasie skandynawskiej (tak się to kiedyś nazywało) a potem,
gdy kilka lat później zamieszkała z nami grenlandka Betsey,
ja jeździłam z psami w klasie C2 (teraz dwa psy to klasa D2).
Doczekaliśmy się także kilku miotów po Koykuku. Jego
potomstwo można znaleźć w rodowodach wielu polskich
malamutów.
Niestety Koykuk przeżył tylko 10 lat. Zabrał nam go złośliwy
nowotwór. Odszedł od nas 24 września 2001 roku. Zostawił po
sobie ogromną pustkę ale też wiele wspaniałych wspomnień. Jestem mu
wdzięczna za to,
że nauczył mnie miłości do malamutów i zaszczepił pasję do
wspaniałego sportu jakim są wyścigi psich zaprzęgów.
 
   
   
   
   
  
|