Zawody
POLARNA LEGENDA

Na pierwsze zawody w listopadzie 1993, które odbyły się Starej Miłosnej k. Warszawy pojechaliśmy z jednym psem: naszym pierwszym malamutem. Startowaliśmy w klasie skandynawskiej. Były to w porównaniu z ilością zawodników którzy teraz uprawiają ten sport, bardzo małe zawody: zaledwie kilka zaprzęgów i trochę więcej zawodników startujących z jednym psiakiem. Ale te zawody najbardziej utkwiły mi w pamięci. Potem były starty w Ponichówku, Jaworzu, Zawoji, w Wysokiej, w Warszawie, Wrocławiu, Lublińcu.


Oto kilka fotek z zawodów:






Po długiej przerwie znów zaczęliśmy brać udział w zawodach. Pomimo, że staramy się jak najczęściej trenować z naszymi psami to na zawodody jeździmy rzadko. Dla nas nie jest najważniejsza rywalizacja o wyniki tylko przyjemność obcowania z psami i naturą. Poniżej będziemy zamieszczać krótki opis zawodów, zdjęcia i wyniki wyścigów w których braliśmy udział.



"O złoty but" - 21-22 listopad 2003, Wysoka - Radocka Góra, klasa D2 - II miejsce

Na zawody w Wysokiej pojechałam z dwoma moimi grenlandami: Lady i Samikiem. Nocowaliśmy w przepięknym miejscu - Domu Pielgrzyma przy Klasztorze Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej. Trasa wyścigu była trudna: na starcie przeorane pole, następnie rozpędzony zaprzęg zjeżdżał kamienistą, krętą drogą w dół, potem kawałek prostej i na koniec mozolna wspinaczka pod górę (pomijając fakt, że trasa przebiegała przez wieś, co wiązało się z obszczekaniem przez wiejskie kundelki). Ale wato było tu przyjechać choćby z powodu przesympatycznej atmosfery, którą zawody zawdzięczają p. Jerzemu Prochalowi. No i oczywiście przy okazji zawodół trzeba koniecznie zwiedzić okolicę Klasztoru i sam Kościół w Kalwarii. Z zawodów wróciłam z miłymi wspomnieniami i obdartymi kolanami - pamiątce po wywrotce na trasie.





"Wilcze Echa" - 29-30 listopad 2003, Leśniczówka Lubliniec, klasa D2 - II miejsce

Tydzień po wyścigu "O Złoty But" wybraliśmy się na zawody do pobliskiego Lublińca. Startowałam tak jak w Radockiej Górze, z Lady i Samikiem. Tym razam obyło się bez wywrotki, ale trasa wyścigu była zupełnie inna: idealnie przygotowana, szybka, bez ostych zakrętów, zjazdów i podjazdów. Można powiedzieć na poziomie europejskim. W naszej klasie D2 startowało siedmiu zawodników. Nam udało się zająć II miejsce i stanąć na pudle !


"Wilcze Echa" - 26-27 listopad 2005, Leśniczówka Lubliniec, klasa C2 - VII miejsce

zobacz wyniki zawodów

Wytartowałam w klasie C2 z czwórką moich psów. Pomimo tego, że przed tymi zawodami nie trenowaliśmy często, to udało nam się zająć w pierwszym dniu V miejce na dwanaście startujących zaprzęgów. Trochę obawiałam się, że będzie ślisko, jadnak okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam - trasa była świetnie przygotowana do wyścigu. Było chłodno, psy bardzo ładnie przebiegły dystans 6 km. Jednak po dotarciu na mętę zauważyłam, że jeden z liderów - Samik mocno kuleje. Następnego dnia łapa bolała go wyraźnie mniej, jednak postanowiłam, że ważniejszy niż wynik jest pies i samik został pod opieką mojej koleżanki, a ja rószyłam na trasę z pozostałą trójką. Miejsce samika na czele zaprzęgu, wraz z Miki, zajął młody niedoświadczony grenland - Brego. Miki jest świetną liderką ale niestety Brego jest silniejszy fizycznie i kiedy zainteresowała go np. osoba funkcyjna na trasie, Miki nie miała nic do gadania - musiała iść tam gdzie chciał Brego. Przez jego ciekawość straciłam sporo cennych sekund ale na szczęście obyło się bez poplątanych linek i innych nieprzewidzianych sytuacji. Na domiar złego pogorszyła się pogoda: padał deszcz, było mglisto i nieprzyjemnie. Trasa poprzedniego dnia ubita i zmrożona, zmieniła się w błotnistą, pokrytą kałużami drogę, która ciągnęła się w nieskończoność. Ostatecznie zajęliśmy VII miejsce a do domu prócz dyplomu, przywieźliśmy duży bagaż doświadczeń i wspomnień.






"Pałacowym Duktem" - 10-11 grudzień 2005, Tarnowskie Góry, klasa C2 - III miejsce

zobacz wyniki zawodów

Dwa tygodnie po "Wilczych Echach" znowu wzięliśmy udział w zawodach. Tym razem odbywały się w Tarnowskich Górach, nad zalewem Nakło-Chechło. Zawody nie stawili się tak licznie jak w Lublińcu, zato pogoda dopisała i tym razem nie tonęliśmy w kałużach. Trasa była bardzo ładna, dobrze oznaczona. Było chłodno, więc psy chętnie biegły. Tym razem obyło się bez kontuzji i zarówno pierwszego jak i drugiego dnia wystartowałam z całą czwórką moich psów. Pierwszego dnia zajęliśmy drugie miejsce, jednak w niedzielę mojej liderce wydażyła się na trasie "katastrofa" której skutkiem były poplątane linki. Ostatecznie zajęliśmy trzecie miejsce co, zważywszy na to, że nie trenowaliśmy od czasu zawodów w Lublińcu i kontuzji Samika, i tak uważam za duży sukces. No i znowu się czegoś nauczyłam: "przed każdym startem wyprowadź na spacer swoje psy !!!".







Zawody "Sylwester 2005" - 31.12.2005 - 01.01.2006, Jakuszyce, klasa C2 - III miejsce

zobacz wyniki zawodów

Decyzja o wyjeździe do Jakuszyc zapadła dopiero w środę wieczorem. Już na zawodach w Tarnowskich Górach umówiliśmy się z Jolką Sołek że jedziemy razem ale do końca nie wiadomo było czy będziemy mogli pojechać. Kiedy okazało się, że możemy, natychmiast zadzwoniłam do Jolki i następnego dnia byliśmy w drodze. W miłym towarzystwie podróż szybko upłynęła. Na miejsce dotarliśmy w czwartek około 20:00. Kiedy wysiadłam z samochodu byłam zachwycona. Tyle śniegu nie widziałam już dawno ! Niemal dwu metrowej wysokości zaspy i białe, uginające się pod ciężarem śniegu drzewa. Jednym słowem przepięknie !  Na wyznaczone dla nas miejsce na stake-oucie wciągnięto nas ratrakiem dopiero następnego dnia ranem, ponieważ przy próbie wjazdu o własnych siłach zakopaliśmy się w głębokim śniegu. Piątek upłynął nam na rozmowach ze znajomymi maszerami i oznaczaniu trasy, ustawianiu korytarza strtowego i mety. I wreszcie nadeszła sylwestrowa sobota. Emocje sięgneły zenitu. Przygotowania do startu pozwoliły mi na chwilę zapomnieć o paskudnym przeziębieniu, którego nabawiłam się tuż przed wyjazdem do Jakuszyc. Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany moment gdy mogłam stanąć na linii startu i krzyknąć "go"! Psy ruszyły ostro naprzód i po chwili byliśmy sami na trasie. A ta nie była łatwa. Pomimo, że ubijana przez ratrak, nie wszędzie była twarda. No i nie była równa. Dłuższy jej odcinek prowadził pod górę. Moje psy przyzwyczajone są do biegania po płaskim terenie. W górach nie biegały nigdy i gdy na długim podjeździe trzeba było mocniej popracować, były trochę ździwione. Co chwilę któryś odwracał się, popatrzył na mnie i miałam wrażenie, że zastanawia się: "dlaczego nasza pani nagle zrobiła się taka ciężka ?" Jedynie malamutka nie "narzekała". Na równym terenie nieraz trudno jej dorównać szybkim grendlandom, ale tu mogła się wykazać. Pochyliła nisko głowę i ciągnąc z całych sił szła pod górę jak ratrak. Pierwszego dnia zajęliśmy III miejsce. Drugiego, choć psy były trochę zmęczone równie ochoczo przemierzały kilometry trasy. Gdzieś w połowie drogi udało nam się nawet wyprzedzić zaprzęg czterech husky. Dogoniliśmy też naszą klubową koleżankę Marzenę. Nas za to "ścignęła" Jola, która oprócz B2 startowała też w klasie C2. Ostatni odcinek jechaliśmy w czwórkę, tzn. ja, Jola, Marzena i zaprzęg husky i tak też przekroczyliśmy linię mety. Pomocnicy, którzy na mecie odczytywali numery chipów mieli pełne ręce roboty. Udało nam się obronić miejsce, które zajęliśmy poprzedniego dnia i ostatecznie otrzymaliśmy brązowy medal. Ciekawostką jest to, że w klasie C2 startowało ośmiu zawodników: czwórka Polaków (wszyscy z klubu Durango-Rimo), dwóch zawodników z Holandii i dwóch z Niemiec. Cztery pierwsze miejsca przypadły Polakom !



 Powrót